2013-12-09(Aktualności)

Przyznaję, nie poszłam na spotkanie pt. „[Czy] Gender – dewastacja człowieka i rodziny” księdza Bortkiewicza na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, bo miałam już dość wysłuchiwania bzdur o gender. Wystarczy poczytać np. o tym, że w Indiach mężczyźni chodzą po ulicach objęci, a w Indonezji funkcjonuje pięć płci, żeby zrozumieć czym tak naprawdę jest pojęcie gender (czyli płeć kulturowa; to, co uważane jest za „męskie”, a co za „kobiece” w danej kulturze).

Wstyd mi teraz, że nie było mnie tam, aby móc stanąć w obronie bitych i rażonych paralizatorami nieuzbrojonych osób, które miały odwagę zaprotestować poprzez performance przeciw szerzeniu oczywistych kłamstw (gdzieś z tyłu głowy pojawia mi się skojarzenie z baśnią Hansa Christian Andersena „Nowe szaty cesarza”, w której tylko dziecko odważyło się obnażyć oszustwo i krzyknąć „On jest nagi!”).

W najgorszym scenariuszu nie przypuszczałam, że żyjemy w kraju, gdzie za taniec na stole policja pałuje, łamie ręce i zamyka w areszcie.


Dzień po tym pseudo-wykładzie, w czasie, kiedy moi znajomi siedzieli w areszcie, ja razem z jakimś mężczyzną podnosiłam z ziemi siostrę zakonną, które przewróciła się na śliskiej ulicy. Na plecach miałam matę do jogi (joga to prosta droga do szatana; źródło: ksiądz Natanek), a na płaszczu przypinkę z cytatem Susan Sontag „Jestem feministką jak każdy rozsądny człowiek”. Jako ta zła feministko-genderystka, atakująca kościół, rodzinę i człowieka, oraz odpowiedzialna za rozpad wszystkiego, powinnam była udawać, że nie widzę tej zakonnicy (albo lepiej jeszcze – podejść do niej i powiedzieć niczym prorektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu do pobitej uczestniczki „Dobrze tak pani”). Nie zrobiłam tego, ponieważ jest człowiekiem, który w tym konkretnym momencie potrzebował pomocy. Nie oczekuję za to żadnych pochwał ani braw. Po prostu nie mogłam postąpić inaczej.
I tylko nie umiem po tym zdarzeniu przestać myśleć o tym, że ani ksiądz Bortkiewicz, ani żaden inny ksiądz obecny w czwartek na sali, nie pospieszył z pomocą bitym przez policję osobom. Pomimo tego, że są ludźmi.

Czy tylko ja mam takie wrażenie, czy jest w tym jakiś paradoks?

Julia Kończak
członkini Stowarzyszenia Kobiet Konsola



konsola