2015-05-25(Aktualności)

O lekturze raportu "Spoza centrum widać więcej" (Justyna Struzik, Ewa Furgał, Natalia Sarata) chce się pisać nie tyle specjalistycznie, ile osobiście. Oczywiście można pisać o samych badaniach, które wieńczy raport. Ich celem było wypracowanie rozwiązań przełamujących dyskryminację nieheteroseksualnych kobiet żyjących na wsi i w małych miastach. Można też pisać o metodologii, o kolejnych wnioskach płynących z badań, zacytować opis dobrych praktyk albo przywołać scenariusze wywiadów grupowych przeprowadzonych w projekcie – wszystko to składa się treść raportu. Dla mnie jednak najważniejsze pozostaje to, co w ramach prowadzonych badań przydarzyło się samym badaczkom. Ich autorefleksja, wydaje się tu równie ważna jak wypracowane przez warsztatowiczki pomysły i rozwiązania dotyczące krzyżowej dyskryminacji nieheteroseksualnych kobiet z małych miast i wsi.

Tak naprawdę główny punkt ciężkości "Spoza centrum widać więcej" odsłoniło niewielkie przesunięcie, którego autorkami są same badaczki. To one umieściły się w rolach równoległych rolom uczestniczek prowadzonych przez siebie badań. To jest właściwie najprostsza praktyka wyjścia poza centrum i spojrzenia na siebie z marginesu. Margines jako radykalne miejsce otwarcia to fraza/figura zaczerpnięta z praktyki bell hooks. Dla badania dyskryminacji intersekcjonalnej jest właściwie figurą podstawową, a wydaje się, że na gruncie polskich badań wciąż zbyt mało rozpowszechnioną.

Gdyby szukać polskich informacji na temat lesbijek mieszkających na wsi, ich życia, problemów, codzienności, to raport wydany przez Fundację Przestrzeń Kobiet jest właściwie jedyną oazą na pustyni a sama, przepraszam za słowo, kategoria lesbijki mieszkającej na wsi jest jedynie projekcją bez desygnatu. Wypełnienie owego desygnatu nie jest jednak rolą tej publikacji. Tę powinność spełniły wcześniejsze badania prowadzone przez wspomnianą fundację, badania pt. "Niewidoczne (dla) społeczności". Rolą niniejszego raportu jest rozprawienie się z kategorią metronormatywności, czyli wszystkiego tego, co związane jest z normami miejskości, przez które zazwyczaj postrzegamy a więc i rozwiązujemy problemy wszystkich członków i członkiń LGBT w Polsce.

Nikt nie jest wolny od stereotypów, wszyscy je w sobie pielęgnujemy lub ustawiając własne hierarchie wartości, nadajemy im różne funkcje. Coś sobie dzięki nim rekompensujemy, wyjaśniamy, racjonalizujemy. Nie ważne ile lat prowadzimy badania lub z iloma grupami uczestniczek i uczestników spotkaliśmy się w ramach warsztatów antydyskryminacyjnych. Praktyka jednoznacznie nie uwalnia od myślowej ekonomii czy lenistwa. Uprzywilejowana pozycja przysparza wielu trenerskich czy działackich ograniczeń. Jako trener spotykający się z mieszkańcami i mieszkankami małych miast, do których dotrzeć mogłem przede wszystkim dzięki różnym projektowym środkom, wielokrotnie musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie o to, co stanie się, gdy do małego miasta przyjedzie pan z miasta dwieście razy większego. Ów pan nie tylko musi zdobyć zaufanie uczestników i uczestniczek warsztatów, przede wszystkim zdać musi sobie sprawę z własnych ograniczeń i schematów myślowych, w których funkcjonuje. Tak, by żadne z jego działań nie było podporządkowane projekcji kolonizującego demokraty. Łatwo trafić w koleiny bardziej świadomego, lepiej widzącego i wiedzącego trenera, który przyjechał na prowincję. Łatwo zobaczyć to, co chce się widzieć. Łatwo powtórzyć gesty, które potwierdzą wyobrażone przez siebie, ale też przez uczestników i uczestniczki warsztatów stereotypy. Z tej praktyki nie zwalniają żadne szkoły, żadne warsztaty interpersonalne, żadne superwizje. Wszystkie te narzędzia dają nam możliwość autorefleksji, ale codzienną pracę, ogląd własnej pozycji, własnych zachowań oraz myśli i tak będzie trzeba wykonać za każdym razem, gdy przyjdzie nam się spotkać z drugą osobą. Brzmi to trochę górnolotnie, być może dlatego, że czytanie zawartego w raporcie tłumaczenia tekstu Sarah Fonseca - "O tych, które/których opuściłyśmy/opuściliśmy. Rzecz o byciu sojusznikiem/sojuszniczką osób LGBTQ z małych miejscowości" - oraz zamkniętych w kilku spojrzeniach Natalii Saraty "Krajobrazów na skrzyżowaniach", wywołało we mnie ogromne wzruszenie. Pisząc swój tekst, Sarata wykorzystała figurę podwójnego spojrzenia do wewnątrz. Równolegle spojrzała do wnętrza środowiska, którego jest reprezentantką, członkinią oraz do własnego centrum. Na tej podstawie stworzyła tekst o swoich odczuciach i emocjach związanych z prowadzeniem kolejnych projektowych i projektowych działań. Krytyczne spojrzenie na metronormatywność objawiającą się esecnalizacją, czy estetyzacją lub egzotyzacją sprzęgniętą z instrumentalnym podejściem do innych, dla mnie jest tylko wstępem do tego, co czynią autorki raportu – do spojrzenia na siebie i przyznania się do własnych uchybień, do przyznania, że każde prowadzone przez nas warsztaty rozbijają nasze struktury myślowe. W tym przypadku te dotyczące mieszkanek wsi.

"Spoza centrum widać więcej" trudno przeczytać z analitycznym spokojem. Być może też z tego powodu, że bliska mi jest opisana przez Saratę figura bycia w rozkroku, między dwoma miastami, częste podróże pociągami i perspektywa spoza centrum, albo przynajmniej centrum zwielokrotnionego. W kilka dni po lekturze raportu, patrząc na jego tytuł zastanawiam się czy możliwe jest bycie bez centrum, w sieci. Wszak, według najpowszechniejszych wyobrażeń sieć jest najdoskonalszym narzędziem działania. Póki co, bycie bez centrum wydaje mi się jednak głęboko dekonstrukcyjną figurą teoretyczną. Może się mylę, ale przecież siedząc na wsi i pisząc ten tekst, nadal jestem panem z miasta, który przyjeżdża tu na kilka dni lub co kilka dni, czasem częściej. Co z tego, że w ogrodzie ma warzywa i owoce, moje centrum w wyobraźni wiejskich i miejskich sąsiadów, ale też i mojej, wyznacza dziś wiele innych rzeczy i pozycja tego, który może czerpać to, co najlepsze i z miasta i ze wsi na raz. Dzięki temu mogę też czytać ów raport, który daje mi możliwość bycia uważnym.

"Spoza centrum widać więcej. Przeciwdziałanie dyskryminacji krzyżowej ze względu na płeć, orientację seksualną i miejsce zamieszkania. Raport z badań", pod redakcją Justyny Struzik, Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2015.


Tekst: Maciej Duda





konsola