2010-12-06(Aktualności)

W dniu 1 grudnia 2010 odbyła się w Poznaniu konferencja Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan pt.: Czas na kobiety aktywne i przedsiębiorcze.

Konferencja była kolejną z cyklu debat regionalnych poświęconych aktywności zawodowej Polek. W naszym kraju zaledwie 40% kobiet zdolnych do pracy jest aktywna zawodowo. Taka sytuacja ma negatywny wpływ na gospodarkę i musi ulec zmianie. W końcu Polki to jedne z najbardziej przedsiębiorczych kobiet w Europie. O konkretnych rozwiązaniach na lokalnych rynkach pracy rozmawiały znane kobiety: Henryka Bochniarz, Magdalena Środa, Agnieszka Graff, Jolanta Kwaśniewska, Solange Olszewska i wiele innych, aktywnych kobiet.
Stowarzyszenie Kobiet Konsola było reprezentowane przez Aleksandrę Sołtysiak, która wygłosiła tekst, do którego lektury zapraszamy! (czytaj więcej)
Wkrótce na naszej stronie pełne sprawozdanie z tej konferencji.


Aleksandra Sołtysiak

Tekst wygłoszony na konferencji
„Czas na kobiety aktywne”
w dniu 1.12.2010

Przygotowując się do tej konferencji, czytając przeróżne prace, raporty, artykuły doszłam do jednego wniosku:
Poznań jest miastem dla mężczyzn, Poznań zarządzany jest głównie z myślą o mężczyznach, Poznań jest mężczyzną. Nas, kobiet nie ma, my nie mieszkamy w tym mieście, nie ma nas jako grupa wyborcza, nie ma nas także i tutaj.

Przeanalizowałam strategię rozwoju miasta Poznania do 2030 roku, w niej też nas nie ma. Jedną z wytycznych Unii Europejskiej obowiązujących w Polsce jest geneder mainstreaming czyli nurt, który wymaga włączenia perspektyw płci w działania publiczne. Ocena prawa, programów, działań pod kątem ich wpływu na pozycję kobiet i mężczyzn. W strategii stolicy Wielkopolski do 2030 właśnie geneder mainstreaming zabrakło. Zakłada się w niej bowiem, że miasto Poznań będzie miastem biznesu i sportu. Gdzie biznes to zajęcie czysto męskie zaś sport to piłka nożna, a Pani Anita Włodarczyk, która zdobywa medale niech poćwiczy pod mostem. Zapomniałam! Przecież ta Pani się już z tego miasta wyprowadziła. Jej też tutaj nie ma. Ale do konkretów: brakuje w strategii pełnomocniczki do równego statusu kobiet i mężczyzn, brakuje działań zwiększających aktywizację zawodową kobiet, brakuje rozwoju szkolnictwa przedszkolnego, żłobków i przedszkoli. Powtarzam: nas nie ma. Za to jest sport.
Przejrzyjmy się kampanii wyborczej naszych dwóch kandydatów na prezydenta. Obaj z 12 letnim doświadczeniem - jeden jako prezydent drugi jako samorządowiec, Radny miasta, a także przewodniczący tej Rady. A więc moje drogie Panie, nas w tej kampanii nie ma. My nie stanowimy ważnego elektoratu. Proszę spojrzeć czy jest na sali Ryszard Grobelny czy Grzegorz Ganowicz? Zignorowali takie zgromadzenie kobiet. Dlatego na samym początku stwierdziłam, że nas nie ma. Żaden w swoich ogólnikowych programach nie wspomniał o roli kobiety.

Spójrzmy na program prezydenta Grobelnego. Jedyny konkret w nim zawarty to Euro 2012. Dla Pana Prezydenta bezpieczeństwo to walka z wandalizmem i dopalaczami. Nie ma mowy o walce z przemocą w rodzinie, z gwałtami małżeńskimi. W programie tym czytamy także zaciśnięcie stosunków z NGO, ale nie spotkałam się z programem, który byłby przeznaczony na walkę z dyskryminacją kobiet. Jedyny w Polsce festiwal No Women No Art - wizytówka naszego miasta, dostała w tym roku marne dofinansowanie, ale tylko dlatego, że był nacisk na prezydenta przez media. W kwestii edukacji, w programie położony jest nacisk na szkoły szczególnie zawodowe. W jednej z debat prezydent mówił o potrzebie wyszkolenia ślusarzy, stolarzy – nas nie ma.

A teraz żłobki. Prezydent Grobelny na pytanie jednego z czytelników Gazety Wyborczej odpowiada „Na dzień dzisiejszy koszt miesięcznego utrzymanie jednego dziecka to aż 1.400 zł. To jest zupełnie nieprawdopodobna kwota. W związku z tym nie stać nas w tej chwili na zwiększenie liczby miejsc w żłobkach.”
Pan Grzegorz Ganowicz odpowiada w podobnym tonie, iż miasto powinno odpowiedzieć na takie zapotrzebowanie i „koszt utrzymania jednego dziecka w poznańskim żłobku to ok. 1150 zł miesięcznie, z czego rodzice pokrywają ok. 250 zł.” Analizując program Pana Ganowicza stwierdzam, że nas nie ma. Są problemy dzieci, ale tylko w kontekście wybudowania szpitala pediatrycznego. Pan Ganowicz poprawił się trochę w liście na swojej stronie. W tym liście czytamy: „Poznań jest pięknym miastem, miastem kolosalnych możliwości. Miastem gdzie mieszkają wspaniali, pracowici ludzie, w tym również kobiety”

Jak zanalizować lokalny rynek pracy gdy dla polityków nas nie ma gdy w najważniejszym dokumencie nas nie ma?
Szanowne Panie, my jesteśmy pełnowartościowymi mieszkankami tego miasta i to co politycy próbują z nami zrobić poprzez permanentne ignorowanie nas to jest nie fair!
Mamy ambicje, chcemy się realizować zawodowo i prywatnie, zarządzamy budżetami domowymi, umiemy gospodarować pieniędzmi, jesteśmy wykształcone często nawet lepiej niż nasi koledzy z pracy.

Więc żądajmy, aby politycy zauważyli problem szklanego sufitu, czyli niewidzialnej bariery, drogi do awansu na wyższe stanowiska, nie tylko kierownicze, ale dyrektorskie i prezesowskie.

Mówmy głośno o tym, że kobiety dłużej są bezrobotne, zwłaszcza te Panie, które zdecydowały się na urlop wychowawczy i wracając do pracy zostają zwolnione. Powinny mieć na tym etapie szereg szkoleń, pomocowych projektów wejścia z powrotem do życia zawodowego. Tego brakuje. Brakuje propagowania partnerskiego modelu rodziny gdzie ojcu dzieci przysługuje urlop ojcowski. Dzięki któremu może realizować się jako tata i jednocześnie jest tak samo lub podobnie ryzykownym pracownikiem. Brakuje żłobków i przedszkoli, które umożliwią szybki powrót kobiety do życia zawodowego.

Istnieje potrzeba wdrożenia polityki zapobiegania nierówności płci, tak by zaangażować kobiety w aktywne życie zawodowe. Nie dostrzega się nierówności, że kobiety pracują w niskopłatnych segmentach natomiast mężczyźni zatrudnianiu są w tych lepiej płatnych sektorach. Istnieje problem segregacji zawodowej - takie zawody jak nauczycielka, pielęgniarka to zawody przejrzyste, ich pracy się nie docenia. Są to zawody opiekuńcze czyli z punktu widzenia ekonomii nieprodukcyjne. Wczoraj wieczorem rozmawiałam z Anną Juszczyńską – pielęgniarką i jak ona stwierdziła 90% pielęgniarek w Wielkopolsce są po 48 roku życia, tylko 5 % pielęgniarek to są młode dziewczyny. Ale czego mamy oczekiwać od dziewcząt, że nie chcą się szkolić w zawodzie, który jest tak nie szanowany i nisko płatny.

Nadal nie robi się nic by edukować społeczeństwo w zakresie istnienia stereotypów. Nadal istnieje podział ról kobiet i mężczyzn, gdzie kobieta sprawuje funkcję opiekunki rodziny a jej praca ma tylko wspierać budżet domowy, bowiem to mężczyzna zarabia na rodzinę. Dziś wiemy, że nasze pensje choć nadal niższe nie są tylko dodatkiem, ale istotnymi pieniędzmi w budżecie domowym. Te stereotypy nadal widać podczas rekrutacji, od kobiety wymaga się większego wykształcenia i lepszych kwalifikacji. Zadaje się kobietom pytania o rodzinę, planowanie ciąży, wymusza się składanie oświadczeń, że przez określony czas nie będą chciały mieć dzieci.

Nie ma badań ile kobiet dostało propozycję zatrudnienia, ale tylko wtedy gdy założą własną działalność. Jednoosobowych firm kobiecych jest bardzo dużo, kobiety świetnie odnajdują się jako bizneswoman. Niestety nie mają takiego wsparcia jak mężczyźni, nie mają mentorów, kontaktów.

I znów kłaniają się nam stereotypy, które w nas siedzą, które powodują, że mamy niskie poczucie wartości i brak wiary we własny sukces. Własna firma daje nam samodzielność i możliwość zarabiania większych pieniędzy, ale także ułatwia połączenie pracy zawodowej z obowiązkami rodzinnymi. Nierówność występuje w momencie urlopu wychowawczego. Kobieta, która ma własną działalność i chce przejść na urlop wychowawczy nie ma płaconych w tym czasie składek emerytalnych.

System emerytalny w Polsce dyskryminuje kobiety. Niedosyt, że mniej zarabiamy, że podczas urlopu wychowawczego mamy płacone minimalne składki emerytalne, że mamy krótszy czas pracy, bowiem osiągamy wiek emerytalny w wieku 60 lat. W efekcie dostajemy mniejsze emerytury. Ministerstwo pracy szacuje, iż w niektórych przypadkach kobieta dostanie 30% swojej ostatniej pensji. Tymczasem kobiety, które chcą dłużej pracować, by więcej zarobić są wypychane z rynku pracy. Pomimo iż wyrok sądu najwyższego zabrania zwalniać kobiety które osiągnęły wiek emerytalny to i tak nie ma żadnej ochrony przed tymi zwolnieniami.

No i dochodzimy do rynku pracy domowej. Kobiety, które decydują się poświęcić rodzinie, opiece nad bliskimi zwane w Polsce gospodyniami domowymi u naszego sąsiada w Niemczech nazywane są menedżerkami domowymi. Nasze polskie menedżerki domowe otrzymują minimalną emeryturę ale tylko wtedy gdy żyły w zalegalizowanym związku. Z ekonomicznego punktu widzenia praca ta nie istnieje bowiem nie ma wartości rynkowej. Prace domowe to następna praca tzw. przeźroczysta, czyli ta której nie dostrzegamy, choć poświęcamy jej średnio 5,5 godziny.

Tak proszę Pań, my oprócz wykonywanych zawodów jesteśmy także menedżerkami domowymi. Myślimy kto wyniesie śmieci, kto zetrze kurze a kto dziś wyskoczy po bułki i o tym na ile godzin nasze dziecko idzie do szkoły bowiem musimy ustalić ile kanapek trzeba zrobić.

I ostatni przypadek najbardziej drastyczny to kobiety samodzielnie wychowujące dzieci lub opiekujące się osobami zależnymi. Przyzwolenie państwa na niepłacenie alimentów jest niczym innym jak skazanie kobiet na życie w ubóstwie i skazujące je na morderczą walkę o życie swoje i ich dzieci. Niskie zasiłki dla osób opiekujących się osobami niepełnosprawnymi to podobna sytuacja.

Myślę, że właśnie tymi problemami powinni zająć się politycy, to właśnie programy naprawcze powinny się znaleźć w najważniejszych dokumentach miasta. Rynek pracy ma płeć. A my jesteśmy w tym mieście u siebie i z nami powinni się liczyć politycy.

konsola